Nagroda Dolnośląskiej Kurator Oświaty
Franciszek Szczepański - To dziwne, co robisz
Nazwano mnie „ciekawym tematem”. Moje odmienności nie są ciekawostką, to coś pomiędzy moją historią i tragedią. Ciekawi Cię, o czym mówię? Nie lubię tego nazywać. W tym przypadku nazwa dostarcza więcej wątpliwości i pytań niż wyjaśnień, choć powinno być na odwrót. Niemożliwym myśleć o tym bez dojmującego smutku, nigdy natomiast nie chciałem, żeby ktoś mi współczuł. W żartobliwej dyskusji, pewnego razu usłyszałem od kogoś blisko mojego serca, że nie chciałby mieć tak, jak mam ja. Do dzisiaj o tym myślę. Na ogół schlebia mi porównywanie do podobnych ludzi jako “symbolu siły”. Faktycznie, życie z naszą cechą bywa ciężkie. Ale co mi z tych słów, kiedy sam mam nogi z waty? Zasymilowany w otoczeniu, wciąż czuję się obcy, mój mózg nie współgra z ciałem, do osiemnastego roku życia nie miałem głosu. Stoję jak drzewo, które rosło z ciężarem gałęzi, próbuję ułożyć się w kościelną mozaikę rozbitego szkła. Oblężony wzrokiem chowam się w sobie z zastanowieniem, kim jestem i na kogo patrzą. Mowa o zagadce biologicznej, pomyłce, grzechu i fatum. Chcę opowiedzieć o swojej transpłciowości.
Pisanie może usatysfakcjonować zmęczonych mówieniem do siebie. Każdy wątek tego tekstu pojawia się w mojej głowie przynajmniej raz każdego dnia. Może przestanie, gdy skończę pisać. Nie określiłbym się jako antyspołeczny – mam wielu znajomych i przyjaciół. Jednak nikogo takiego jak ja. Nie mam z kim rozmawiać, bowiem potrzebuje zrozumienia, odpowiedzi, potwierdzenia. Próby sprawiają mi jedynie dyskomfort. Jak wielką klatką jest ten żal, o którym nawet nie da siępowiedzieć? Zatem pozwolę sobie puścić słowa w eter, w nadziei, że do kogoś dotrą, bo źle mi na tym świecie. Są tysiące takich jak ja. Różni nas indywidualność przeżyć i rzeczy, które mamy do powiedzenia, ale łączy nas właśnie smutek. Transpłciowość nie jest naszą główną cechą, tak jak kolor oczu czy kształt nosa. Lecz w niezaznajomionym społeczeństwie niesie za sobą jednak większe konsekwencje. To szalenie ważny temat, za długo poruszany publicznie przez osoby niemające o nim pojęcia. Chcę bezpieczeństwa, chcę być kimś, kogo nie muszę się wstydzić, chcę ciszy i pokoju ze światem. Mam 18 lat i jestem z małego miasteczka w południowo-wschodniej Polsce.
Miłość
Kochałem i kocham, jak wszyscy ludzie. Poczucie bliskości musi być największym darem stworzenia (albo losu). Każdy pragnie miłości i w moim odczuciu każdemu się ona należy. Intymność jest jednak nieopisanie ciężka do ujarzmienia, kiedy intymnie jesteś kimś innym. Wiem, o czym możesz myśleć i wierz mi, że dla mnie jest to tak samo absurdalne. Co ma zrobić facet w kobiecym ciele?
Ratunek
Nigdy nie będę miał dzieci. W moim wypadku diagnoza transseksualizmu (bo tak w polskim prawie i medycynie wciąż mówi się na transpłciowość) trwała blisko rok. Po tym okresie spotkań z psychologiem-seksuologiem, otrzymałem zgodę na receptę testosteronu od endokrynolożki. Muszę wspomnieć o niesamowitej sympatii, jaką do obu tych lekarzy poczułem, kolidującą ze strachem naszych pierwszych spotkań prawie dwa lata temu. Wtedy byli to jedyni dorośli ludzie, przy których czułem się normalny, chyba dalej są. Nie mam na myśli ich grzeczności czy troski, choć to też pomogło. Mam na myśli to, że mnie zrozumieli. To śmieszne, ale są mi bliżsi niż rodzice, choć widzieliśmy się kilka razy w roku.
Nigdy nie założę rodziny, ponieważ terapia hormonalna w znacznym stopniu uderza w płodność. W końcu do organizmu sztucznie dostarcza się hormon, wypierając ten pierwotny, który organizm z czasem przestaje wytwarzać. Cóż to była za chwila, gdy otrzymywałem tę receptę. To był ładny, nowoczesny gabinet w Katowicach. Okropnie się bałem. Poprzednia próba w Rzeszowie zakończyła się fiaskiem. Usłyszałem wtedy, że pani nie przyjmuje pacjentów niepełnoletnich, choć, co dziwne, zaznaczyłem, że mam 17 lat już na początku, kontaktując się z nią jakiś miesiąc przed wizytą. Powiedziała, że muszę poczekać rok i kazała wykonać badania, które już od lat nie kwalifikują się do diagnostyki. Oczywiście wciąż musiałem zapłacić 200 zł za wizytę. Nie byłem w stanie wrócić do domu, chciałem wbiec pod pierwsze lepsze auto na ulicy. Chciałem umrzeć tego wieczoru.
Testosteron jest o tyle ważny, że bez niego byłbym nikim, przynajmniej tak mi sięwydaje. Dzięki niemu mój głos i sylwetka zmieniają się na typowo męskie. Dzięki niemu nie wyglądam jak klaun, mówiąc o sobie w męskich formach. Wiem, że są osoby, które przez to śmiały się ze mnie. Faktycznie, to mogło wyglądać zabawnie, ale szczerze kłuło mnie w serce. Były momenty, kiedy nawet nie chciałem się odzywać, bo to był dla mnie największy wstyd. Właśnie wstyd noszę na sobie od dziecka. Tak jak nosi się koszulki po ojcu. Na moje szczęście nigdy nie doświadczyłem otwarcie przemocy z tego powodu, jedynie krzywe spojrzenia starych kolegów z podstawówki, jak mijamy się na mieście. Według FundacjiTrans-Fuzji takie osoby są najbardziej narażona na samobójstwo grupą społeczną w Polsce. Kiedyś przeczytałem, że średnia długość oczekiwanego dla nas życia wynosi 30 lat. Dysforia płciowa, ten pulsujący pod skórą jak tętno dyskomfort przez to głupie ciało. Nie potrafiąc być tym, kim się jest, chcąc niemożliwego. Ale to nie byłem ja, żadna ze mnie kobieta. Nie staję się facetem, nie zmieniam płci, bo tego się nie da zmienić. Mój mózg wykształcił się męsko w przeciwieństwie do ciała, za sprawą przyczyn biologicznych, jeszcze podczas ciąży mojej mamy. Transpłciowość podobno często podobno chodzi w parze z autyzmem, u mnie go jednak nigdy niestwierdzono.
Całe zdarzenie w gabinecie było dość wymowne. Pani endokrynolożka wysłuchała nas, sprawdziła wszystkie dokumenty, a ja płakałem ze stresu. Później zapytała z uśmiechem na ustach, czy zgadzam się na utratę płodności. Ona cieszyła się, że uratuje kolejnego pacjenta, a to pytanie było tylko formalnością. Ja cieszyłem się, bo moje życie zostanie uratowane. „Tak” było jedyną możliwą odpowiedzią. Po latach męki, w oczekiwaniu na zmianę, na pomoc, wiedziałem, czego potrzebuję bardziej niż ktokolwiek. Diagnostyka zakończona, kolejnym krokiem były hormony, wszystko było dobre, bezpieczne i sprawdzone. Niektórzy powiedzą, że powinienem poczekać, aż całkiem dorosnę by podjąć taką decyzję. W końcu może zechcę mieć dzieci po latach? Nie. Nie miałem wyboru, ponieważ zabiłbym się wcześniej niż zdecydował na rodzinę.
Bilety na dojazd do Krakowa, gdzie się diagnozowałem, wszystkie wizyty ze specjalistami i lekarzami, wyniosły zapewne tysiące złotych. Na sam testosteron wydaję prawie 500 złotych co cztery miesiące. W niektórych państwach Europy Zachodniej jest to refundowane przez państwo, w Polsce o wszystko trzeba zadbać samodzielnie. W planach mam operację klatki piersiowej, na którą będę musiał zarobić samodzielnie w przyszłości, bo to także jest koszt od kilku do kilkunastu tysięcy. Wszystko, by żyć tak jak pozostali, którym się poszczęściło.
Solidarność i pomoc
Wsparcie i wiedzę na temat zmiany płci metrykalnej, czyli tej w dokumentach, otrzymaliśmy od członków grup i fundacji. Nikt o tym nie uczy, nikt nic o tym nie wie. Jesteśmy pozostawieni sami sobie. Udało mi się przeprowadzić rozmowę z panią administratorką jednej z grup wsparcia, a także z bohaterką reportażu „Wszystko o moim państwie” Piotra Jaconia. Nazywa się Agata Misiorna i aktywnie wraz z transpłciowym synem, Florianem działa w tym zakresie.
Bardzo ciężko jest przedostać się na tę grupę, skąd takie zabezpieczenia?
(Pani Agata): Ta grupa jest tylko dla rodziców lub bliskich osób transpłciowych, jej głównym założeniem jest stworzenie bezpiecznej strefy zaufania właśnie dla nich. Jako najbliżsi też mają swoje kryzysy w tym całym procesie i to jest ta przestrzeń, gdzie możemy sobie powiedzieć: “kurde, mój dzieciak mnie wkurzył”, albo dziecko ma jakiś kryzys i to rodzice udają tych silnych. Nie wpuszczamy na grupę dzieci członków, nawet tych dorosłych. Ciężko się do grupy dostać, ponieważ każda osoba przed wejściem odbywa rozmowę weryfikacyjną, na której podkreślamy, że żadnych informacji z grupy nie wolno wynosić i nie ma od niej wyjątków.
Wiem, że moja mama wzięła sobie to mocno do serca. Ale w kwestii działalności grupy, widzę, że to ją bardzo uspokoiło. Jako osoba trans nie znam innych osób trans i tak samo moja mama, która nie zna żadnych rodziców takich dzieci.
Najczęściej zaskakuje nowych rodziców na grupie, że jest nas aż około dwa tysiące członków. Czasami ktoś napisze, że jest z jakiejś wioseczki, po czym okazuje, się, że w tej naszej internetowej społeczności więcej osób jest z tej mieściny i wtedy ci ludzie mogą mieć siebie nawzajem. Przyjmowanie jedynie rodziców czy opiekunów gwarantuje nam taką wspólnotę emocji. Każdy z nas przechodził ten proces oswajania czy uczenia się naszych dzieci na nowo. Chodzi o to, żeby się wspierać. Łączy nas to, że stoimy za swoimi dziećmi.
Chciałem też nawiązać do reportażu Piotra Jaconia, którego pani i syn byli bohaterami. We „Wszystko o moim państwie” pokazali państwo spotkanie z sądem na drodze zmiany płci w dokumentach Floriana. To był bardzo intymny materiał, zszokowało mnie, że to możliwe tak otworzyć się przed kamerą.
Piotr początkowo zbierał materiały do książki. Szukał osób z doświadczeniami sądowymi, które chciałyby podzielić się swoimi doświadczeniami. Wtedy ja zgłosiłam się, że właśnie rozpoczynamy proces sądowy i zaprosiliśmy go na rozprawę. Nikt nie spodziewał się, że pójdzie tak źle. Wyszło na to, że nie potrzebuje innych historii do tego projektu. Florian zadecydował, że zgadza się na to, żeby na nas oprzeć cały reportaż, powiedział mi: „Mamo, tyle już przeszliśmy, zróbmy, żeby inni mogli tego uniknąć”.
To straszne, takie traktowanie ze strony sądu. Nie pomyślałbym, że można to tak spokojnie i godnie znieść.
Byliśmy bardzo dobrze przygotowani. O przykładowy przebieg wypytywałam rodziców na grupie i o to, czy mogę usiąść obok Floriana, bo niektórzy sędziowie pozwalają. W kwestii siedzenia obok siebie, ja i Florian mamy wielkie poczucie sprawczości, że to się opłaciło. Nie wiem, czy wiesz, ale kilka tygodni temu wydano rozporządzenie, które czarno na białym wskazuje, że wolno. Rodzice mogą usiąść obok dziecka w trakcie tej sprawy. Złożyło się, że w czasie naszej rozprawy przy rzeczniku praw obywatelskich działa grupa, która opracowywała nowy przewodnik dla sędziów w sprawie o ustalenie płci. Dzięki reportażowi mam wiele kontaktów z osobami aktywistycznymi, które były w tym zespole. Wiem, jak ogromne wrażenie na nich wywarł. Zobaczyli jak ich zimne, sztywne reguły wyglądają w prawdziwym życiu.
Pan Jacoń ma córkę, pani ma syna, a czy osoby, które nie są transpłciowe, lub nie mają takich bliskich przejmujących się tematem?
Generalnie ciągle borykamy się z wielkim brakiem edukacji. Ja sama przed tym, jak się dowiedziałam od syna, nic na ten temat nie wiedziałam i myślę, że mnóstwo rodziców tak ma.
Zna pani przypadki, kiedy rodzina zrezygnowała w trakcie procesu, poddała się?
Znam więcej rodzin, które w ogóle nie podchodzą do rozprawy, bo się boją. Musisz mieć na względzie, ilu rodziców nie czuje się na siłach, ile boi się rozkleić. A ile dzieci w ogóle nie ma wsparcia rodziców. Nie idą do sądu, bo boją się konfrontacji. Wyobraź sobie, że ktoś miał przemocowego rodzica albo może nie widział się z nim przez 20 lat i nagle taka osoba dostaje pozew i dokumenty z sądu z najintymniejszymi szczegółami z życia ich dziecka. Dla mnie to jest niewyobrażalne. Jak można nie wesprzeć swojego dzieciaka? Znam wielu młodych dorosłych, których nie akceptują rodzice, czasami Florian im mnie poleca i mówi: „zadzwoń do mojej mamy, ona cię słowem przytuli”. Dużo rodziców z naszej grupy oprócz swoich biologicznych, ma takie „dodatkowe” dzieci, którymi się opiekujemy. Chociażby tutaj w Poznaniu mamy parę nieakceptowanych przez rodzinę dorosłych osób, z którymi mamy kontakt i próbujemy nieść wsparcie.
Kobiety, mężczyźni
Dziewczyny zawsze tworzyły dla mnie dobrą kompanię. Chyba dlatego, że je rozumiem. Bywają bardziej otwarte na inności i wiedzą, jak smakuje dyskryminacja.W każdym razie wśród moich przyjaciół górują kobiety. Za to ciężko mi się dogadać z chłopakami, panicznie się ich boję. Mężczyznom zazdroszczę, bo nie musieli robić nic, żeby takimi się urodzić. Nigdy nie musieli walczyć o swoją przynależność. Prawie każdego dnia obklejam klatkę piersiową taśmami kinezjologicznymi, żeby móc wyjść z domu. Naklejam ją w zimnej łazience na tę biedną skórę, która przebija żebra. Czasami zostawiam sobie siniaki na kościach zdrapując ją wieczorem. Nie mogę ściągnąć tego stroju błazna, bo to moja skóra. To ciało dostarczyło mi tyle przykrości, tyle razy bezmyślnie je karałem. Coś więcej niż kobieta, ale jeszcze nie facet. Gorycz i żal, “Niebieski wieczór” Hoppera.
Mama i tata
Mama jest moją główną wspierającą. Jeździła ze mną do specjalistów i jestem za to wdzięczny. Nawet ostatnio powiedziała to moje stare imię, a myślałem, że już zdechło na dobre. Co prawda nie nazwała nim mnie, ale moją internetową nazwę konta dziennika szkolnego, na który jest zalogowana. Tak poprostu, nie wyczuwając w tym nic złego. Najgorsze jest to, że imię wcale nie jest brzydkie. Nienawidzę go, nienawidzę jak ktoś mi o tym przypomina. Mama długo godziła się z utratą córki, chociaż nigdy mi o tym nie powiedziała. Ona złościła się na mnie, bo ja złościłem się na nią, kiedy nieświadomie raniła moja uczucia. Nie rozumieliśmy się, a ja czułem się zbyt upokorzony, by cokolwiek tłumaczyć. Właśnie tak czuję się w tym temacie: upokorzony. Wiem, że mnie kocha i zrobiłaby dla mnie wszystko, ale nic nie poradzę na to, że nigdy nie wykształciłem zaufania i komfortu w stosunku do niej. Teraz mieszkam z nią i dziadkami, którzy też oczywiście mnie kochają, ale nie czuję się komfortowo w domu. Nawet tutaj muszę zakrywać ciało za wszelką cenę. Nienawidzę, jak mama chce mnie przytulać, nikt nie może mnie przytulać, jeśli akurat nie noszę czegoś, co ma mnie spłaszczyć i nigdy nie wychodzę bez tego zdomu. Często dla własnego spokoju chciałbym mieszkać całkiem sam i z nikim nie rozmawiać. Chyba tylko wtedy poczuję się całkiem beztroski, jak człowiek, który niesłyszy, a śmieje się.
Z ojcem nie mieszkamy razem, z powodów, które nie należą do tego tekstu. Wyprowadziliśmy się z mamą do starego domu rodzinnego i dopiero to dodało mi odwagi to postawienia pierwszego kroku. Wcześniej siłowałem się z wiatrem,wiedząc, że przed ojcem strach przyznać mi się do wszystkiego. O niczym nie wiedział, podczas gdy mama od dawna była wtajemniczona i ogromnie przestraszona. Nigdy mu o tym nie powiedziałem, już nigdy nie powiem. Dowiedział się od mamy, bo błagałem, żeby to ona mu powiedziała. Zatem jakim imieniem do mnie mówi? Nie mówi żadnym. Używa prymitywnych form osobowych tak, żeby nie musieć ich określać w kontekście do mnie. Milej zwraca się do kota. Jego twarz ściera na proch moje uczucia i zaciska gardło. Nie mogę myśleć o nim i o sobie jednocześnie. Może gdybym pozostał córką, dalej by mnie lubił. Czasami widzę go smutnego w moich długich snach. Pamiętam, że kiedy mogłem mieć jakieś pięć lat, kupił mi latawiec o zapomnianym kolorze. Puszczaliśmy go razem na pustych polach za domem i niebo musiało być bardziej błękitne niż teraz. Ten czas zanim zdążyłem dojrzeć. musiał być najszczęśliwszym w moim życiu. Kochałem ten dzień i w ten dzień kochałem ojca.
Nie wiem, czyje dzieciństwo przeżyłem. Oczywiście, że moje, ale które to jest? Cały ten czas żałowałem, że świat wygląda jak wygląda i nie można z niego bezboleśnie zniknąć. To był ten rodzaj rozczarowania, którego przyczyny się nie zna, co czyni go gorszym. Brak zrozumienia porównać można z igłą pod paznokciem. Nie podoba mi się, to jak transpłciowość pokazują w mediach, a sztuka, która by mnie ocaliła, nie traktuje o tym. Dysforia płciowa jest pandemiczną torturą psychiczną, od której ratuje jedynie utrata świadomości, dopóki nie zaczyna męczyć w snach. Najpierw nie wiesz, dlaczego ci smutno, a później dalej jest ci smutno, tylko z tą różnicą, że wiesz już czemu. Wszystko i wszędzie przypomina o boleści: bilet miesięczny w autobusie, kontrola dokumentów, dalsza rodzina, która o niczym nie wie, lista obecności w szkole. Nienawidzę zajęć z nowymi nauczycielami, zawsze czuję się jak idiota, więc zrezygnowałem z wyjaśniania czegokolwiek. Nie chodzę na dodatkowe kółka, nie chodzę do lekarzy. Byli koledzy z podstawówki śmieją się ze mnie i patrzą jak na dziwadło, kiedy mijamy się na ulicy.
Wraz z czasem i gdy poszerzyła się moja tranzycja, a ja zacząłem czuć się stabilniej, wróciłem na terapię. Od niemal roku wspiera mnie terapia farmakologiczna, która ma wyciszyć epizody depresyjne i zaburzenia na tle lękowym. Czasami czuję, że życie musi być karą za grzechy. To sprawia, że mam mieszane emocje z Bogiem, jeśli jest. Gdybym mógł wybierać, bardziej od zaświatów wolałbym, żeby pozwolił mi narodzić się na nowo, żeby tym razem był taki, jaki powinienem być. Bóg nie może popełnić dwa razy tego samego błędu.
Życie w szkole, życie w Polsce
Przyszło mi dorastać w tych okolicach, gdzie spacerując drogami bez chodników więcej spotyka się dzikich kwiatów przy drogach niż ludzi. Specyficzni są ludzie na Podkarpaciu. Kiedyś usłyszałem, że któryś program sztucznej inteligencji miał opisać Polaków jako “smutnych ludzi w starych domach”. Faktycznie, wielu wydaje się smutnych, może dlatego budują w swoich przydrożnych ogródkach kapliczki, tak na pocieszenie. Większość tutejszych terenów to pola uprawne. Łaska letniej beztroski i szczęścia kończy się niedługo po ścięciu rzepaku, bo ta żółć maskuje brzydką ziemię w barwie, od której nie odróżniłbyś lądującego wróbla. Później modlą się o oksymoronicznie ciepłą zimę, bo nie mają pieniędzy na węgiel, żeby ogrzać swoje domy. Ci ludzie mają wiedzieć, czym jest tożsamość płciowa?
Dwa lata temu wróciłem do domu rodzinnego, gdzie spędziłem pierwsze siedem lat życia i jak diabła bałem się tego powrotu. Już wtedy chciałem zacząć na nowo, z nowym imieniem. Sekundowała mi mama i dziadkowie, ale wszyscy dopiero raczkowali w tych sprawach. Z czasem doszła bliska rodzina od strony mamy. Niby jest normalnie, ale zastanawiam, się czy kiedyś przestanie mi być przed nimi wstyd. Nie rozmawiałem z nikim, nie wychodziłem z domu, a jak już musiałem, to szedłem do sklepu dwa kilometry, żeby uniknąć znajomej pani kasjerki.
Ukrywałem się tak, póki nie zrobiło się lepiej. Polubiłem rozmawianie dopiero, gdy głos mi się obniżył. Testosteron zacząłem brać pod koniec czerwca, więc po powrocie do szkoły było słychać różnicę. Choć do teraz nie jestem pewny, bo niektórzy (a minął rok!) zachowują się jakby nic się nie stało. Specjaliści monitorujący moje zmiany przyznali, że brzmię nie do odróżnienia od cis chłopaka. Na wf chodzę w krótkich spodenkach z nieogolonymi nogami, zawsze spłaszczony taśmami kinezjologicznymi na klatce piersiowej, koledzy z klasy wybierając mnie do drużyny używają męskiego imienia, a kiedy chłopcy mają robić o pięć więcej pompek niż dziewczyny, robię o pięć pompek więcej. Mimo to, dla pana wuefisty wciąż jestem dziewczynką. Na tych lekcjach nieodzownie zawsze towarzyszy mi poczucie upokorzenia, ale nigdy nic mu nie powiem. Mam wrażenie, że to wie, ale to ignoruje,więc niech tak zostanie, a ja to zniosę. Za to sympatyczna profesorka historii od razu chciała ze mną porozmawiać, gdy tylko zauważyła zmianę i zrobiłaby to gdybym jej nie ubiegł. Cieszy mnie pytanie wprost, ale nigdy go nie spotykam. Wyznanie z mojej strony najzwyczajniej nie przechodzi mi przez gardło, fizycznie nie mógłbym wydrzeć tego zdania spomiędzy trzewi. Te słowa łączą w sobie za dużo niewypowiedzianych lęków. W domu uspokoiło się i słowa nie sprawiają mi takiej rany, która długo by się goiła. Przygotowuję się na to, że za kilka miesięcy opuszczę to miejsce, ale co dalej?
Może oszaleję i przestanie to robić na mnie wrażenie. Wyjadę do nowego, wielkiego miasta i zmyję się z tłumem. Zacznę na nowo. Wymienię dokumenty, dostanę się na studia. A może nawet je ukończę? Czas tak czy siak zleci. Zaznam samotności, przepadnę, poznam miłość życia, nauczę się śpiewać. A może Van Gogh się myli i smutek kiedyś minie.
